Weekend w Wielkim Durianie

Indonezja

Durian to azjatycki owoc o charakterystycznym, nieprzyjemnym zapachu. Przy pierwszym zetknięciu może odstraszyć, ale po spróbowaniu niektórzy zakochują się w nim na dobre… Albo nigdy więcej nie chcą mieć z nim nic do czynienia :). Jak ze wszystkim, nie każdemu da się dogodzić. Podobnie jest z Dżakartą – stolicą Indonezji – nie bez powodu nazywaną potocznie Wielkim Durianem.

Dżakarta, położona na północno – zachodnim wybrzeżu wyspy Jawy, jest dwunastym największym miastem na świecie pod względem liczby ludności. Prawie 15 tysięcy ludzi żyje tu na 1 km2. To, jak bardzo jest zatłoczona, mieliśmy okazję dostrzec podczas trzydniowego przystanku w drodze na Bali. Dżakarta była pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy w Indonezji i pierwszym, z którego chcieliśmy jak najszybciej wyjechać.

Ogromna, o każdej godzinie dnia i nocy zakorkowana, niemiłosiernie brudna, ze stale i wszędzie unoszącymi się spalinami w powietrzu – takie odnieśliśmy wrażenie po pierwszym dniu pobytu. Postanowiliśmy się jednak nie zniechęcać i następnego dnia ruszyliśmy na zwiedzanie (tego nierobiącego dobrego pierwszego wrażenia) miasta.

IMG_3685

Pierwsze koty za płoty pokonaliśmy z pomocą taksówkarza, który przewiózł nas po niemal całym mieście trzykołową rikszą za 30 tys. rupii (ok. 10 zł). Co prawda, chyba pierwszy raz w życiu myślałam, że nie dojedziemy cali do domu i skończymy naszą podróż na pierwszym lepszym słupie elektrycznym, ale na szczęście tak się nie stało. Kierowcy wprost walczą o miejsce dla siebie na drodze. Klną, trąbią, znajdą każdy sposób, aby wcisnąć się do ruchu (albo w nim pozostać bezkolizyjnie). Nasz taksówkarz zwinnie i dzielnie włączył się do tego szalonego, indonezyjskiego ruchu i zawiózł nas w miejsca, które chcieliśmy zobaczyć. Niestety korki nie pozwoliły na zwiedzenie wszystkich zaplanowanych punktów programu, ale i tak jesteśmy mu bardzo wdzięczni za tak dużo drogowych doznań.

Zwiedzanie zaczęliśmy od najstarszej części miasta – Kota. Na głównym placu mieści się ratusz, gdzie obec­nie jest Jakarta His­tor­i­cal Museum oraz słynna Cafe Batavia,w której można usiąść, wypić pyszną kawę i odpocząć chwilę od zgiełku ulic. Przeszliśmy się też dzielnicami zamieszkanymi przez Indonezyjczyków. Spacerując w miejscach, gdzie żyją praktycznie sami rdzenni mieszkańcy trzeba się liczyć z tym, że prędzej czy później zostanie się poproszonym do zdjęcia. Idąc ulicą mijały nas dzieci i robiły zdjęcia z telefonów; te bardziej odważniejsze prosiły o wspólne. Czułam się dość nieswojo, ale kto by nie chciał przez chwilę zostać „Miss foto” :D?

IMG_3687

Chciałam napisać coś o dzielnicach zamieszkałych przez Indonezyjczyków, ale myślę, że zdjęcie slumsów powyżej nie potrzebuje rozwiniętego komentarza. Tekturowa zabudowa, strzępki materiałów zamiast okien, często brak jakichkolwiek drzwi, dzieci kąpiące się w brudnej wodzie z rzeki, matki popijające wodę z tej samej zanieczyszczonej rzeki… Czysta woda pitna dla dużej liczby mieszkańców Dżakarty to niestety, wciąż, ciężko dostępny luksus…

IMG_3701

Pod wieczór udaliśmy się do centralnej części Dżakarty (Jakarta Pusat). Wysokie wieżowce, centra handlowe, biurowce, budynki historyczne – w ciągu godziny znaleźliśmy się zupełnie w innym, nowoczesnym świecie. Dżakarta to kolejne miasto azjatyckie, w którym zaobserwowaliśmy tak dużo kontrastów.

Następnego dnia planowaliśmy udać się do parku miniatur we wschodniej części Dżakarty (Taman Mini Indonesia Indah), ale niestety z powodów zdrowotnych, spędziliśmy cały dzień w szpitalu. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze go zwiedzić… Ale tylko podczas następnego krótkiego przystanku w Dżakarcie, bo docelowo nie planujemy tam wrócić :).