Siquijor, czyli wyspa szamanów i czarownic

Filipiny Podróże Praca w podróży

Siquijor była ostatnią odwiedzoną przez nas wyspą podczas miesięcznego pobytu na Filipinach. Pozostawiła po sobie wspaniałe wspomnienia i spory niedosyt – z chęcią tam jeszcze kiedyś wrócimy! Dowiedzieliśmy się o niej z blogów podróżniczych, a im bardziej wczytywaliśmy się w różne historie, tym większą chęć mieliśmy, aby ją odwiedzić.

20160305_140603 2

Mówi się, że Siquijor jest magiczną wyspą pełną szamanów, znachorów i czarownic. To miejsce owiane wieloma tajemniczymi historiami i rytuałami z udziałem duchów powoduje, że nie wszyscy Filipińczycy chcą tu przyjechać. Jadąc tam myśleliśmy, że to pogańskie bajki opowiadane w ramach ciekawostek, ale na miejscu okazało się, że szamani na wyspie mieszkają i można ich odwiedzić. My nie skorzystaliśmy, ale poznaliśmy dwie Polki, które były na takiej „sesji” u lokalnego uzdrowiciela. Co ciekawe, były to dwie nieznające się osoby i każda z nich miała zupełnie różne wspomnienia z tych spotkań, ale dwie jednogłośnie stwierdziły, że było to ciekawe doświadczenie i warto spróbować. Zupełnie inaczej niż na Bali u słynnych szamanów (m.in. Ketuta) – tam wszystkie osoby, które spotykaliśmy twierdziły, że to jedna wielka turystyczna ściema i spotkania nie mają nic wspólnego z uleczaniem czy magicznym rytuałem. Do filipińskich uzdrowicieli najłatwiej dostać się pytając lokalnych mieszkańców o drogę, bo przyjmują oni w swoich domach i większość z nich nigdzie się nie ogłasza. Jeśli zależy Ci na takim spotkaniu, to sam powinieneś postarać się o to, żeby tam trafić. Opisywać i oceniać wspomnień z sesji poznanych Polek przywoływać nie będę – z duchami lepiej nie zadzierać! 🙂

Na Siquijor dostaliśmy się promem z wyspy Bohol z przystankiem w Dumaguete. Dwa pierwsze noclegi zarezerwowaliśmy przez booking.com w Tori’s Backpacker’s Paradise w miasteczku San Juan, a kolejne znaleźliśmy już na miejscu zwiedzając wyspę skuterem. Stosujemy tę praktykę za każdym razem będąc w Azji i fajnie się sprawdza. Wiele domków i lokalnych kwater nie ma strony internetowej lub właściciele podają wyższe ceny ze względu na prowizje pośredników. I tak też, zupełnie przypadkiem, trafiliśmy do Casa Miranda!

20160310_094542 4

Za nocleg zapłaciliśmy 350 php za dobę za dwie osoby (ok. 30 zł) – długo się nie zastanawialiśmy i zostaliśmy dwa tygodnie. Casa Miranda oferuje skromnie urządzone pokoje nad samym morzem, z możliwością wypożyczenia skuterka na miejscu. Na terenie jest restauracja z lokalną kuchnią i niezły, jak na filipińskie warunki, internet. Praca w takim miejscu to czysta przyjemność! Jedynym minusem był brak bieżącej wody w niektórych godzinach w ciągu dnia, ale właściciele wcześniej uprzedzali i zadbali o duże, dodatkowe wiadro w łazience. Na czarną godzinę jak znalazł 🙂

Zapomniałabym! Na moście, dwie minuty spacerkiem od Casa Miranda jest świetne jedzenie z wózka. Kuchnia filipińska niestety nie powala, ale ta garkuchnia robi robotę. Wybierzcie się tam koniecznie na kolację z zachodem słońca w tle. Mają również dania wegetariańskie. Codziennie inne menu.

20160308_140928 2

Siquijor jest wciąż (na szczęście!) raczej nieobleganą wyspą przez turystów. Dzięki temu, można korzystać w pełni ze wszystkich miejsc, które oferuje, nie tracąc czasu i nerwów na tłumy ludzi albo naganiaczy sprzedających garnitury na plaży 🙂 W każde miejsce dostaniecie się skuterem.

20160307_105628 2

Jednym z pierwszych miejsc, jakie odwiedziliśmy była lokalna filipińska szkoła podstawowa. To pewnie dla niektórych wyda się dziwne, ale uwielbiam podglądać życie szkoły w różnych krajach. Ot, taki zawodowa przypadłość 🙂

Filipińczycy są otwarci, pogodni i z chęcią rozmawiają z turystami na temat życia w kraju. Każdy zainteresowany tematem edukacji na Filipinach może odwiedzić lokalną szkołę i porozmawiać z nauczycielami lub poprowadzić lekcję dla uczniów. To świetne doświadczenie!

W innym wpisie pokażemy Wam, co naszym zdaniem warto zwiedzić na Siquijor. Ach! Na samą myśl jeszcze bardziej chcemy tam wrócić…

Do usłyszenia!

  • Świetna relacja i zdjęcia. 🙂 Z przyjemnością przeczytałam.