Pierwsze chwile na Sri Lance, czyli podróż z lotniska

Sri Lanka

W zeszły wtorek wylądowaliśmy na lotnisku w Colombo. Opowiem Wam trochę o pierwszej podróży z lotniska. Kierunek – nasza pierwsza kwatera :). Już od samego początku wrażeń było co nie miara! Nauczeni doświadczeniem, żeby nie brać taksówki na lotnisku, wybraliśmy się w jego okolice. Po kilku negocjacjach z kierowcami wiedzieliśmy już, że naciągacze czekają także poza lotniskiem. W końcu pojawił się „dobry” człowiek, z którym wynegocjowaliśmy tyle, ile chcieliśmy. Wsiedliśmy w tuk tuka, pojechaliśmy może z 3 min, po czym kierowca kazał nam wysiąść i mówi, że stąd odjeżdżają autobusy do Colombo. Co? Jak to? Jakie autobusy? Mieliśmy jechać przecież prosto do miejscowości Mount Lavinia, która jest za Colombo! Facet udał, że nie wie o co chodzi i wyciągnął rękę po dwa dolary… Obok niego pełno lokalnych i tuk tuków, które tylko czekały na jakiś naiwnych turystów. Jak się okazało, jakąś godzinę później sami nimi zostaliśmy…

Po kilku rozmowach pojawił się nasz wybawca! Ok, zawiozę Was, to jakieś 1,5 h stąd. Super, jedziemy! Umówiliśmy się, że kurs wyniesie nas 1500 rupii (niecałe 40 zł). Jak na ten odcinek wydawało nam się to przystępną ceną, ale niestety, jak się później okazało, pociąg wyniósłby nas 40 rupii (złotówkę!) pierwszą klasą, a autobus ok 70 rupii. Hmm mądry Polak po szkodzie. Tłumaczyliśmy sobie to później tym, że był już wieczór, nie znaliśmy okolicy itp. itd. Tak tak, każdy argument za był dla nas pocieszeniem, że aż tak bardzo nie daliśmy się zrobić w balona :).

IMG_9179

To jeszcze nie koniec naszej podróży do Mount Lavinia! Po godzinie jazdy zajechaliśmy na stację zatankować. Kierowca wyciągnął rękę po 500 rupii. Daliśmy. Jedziemy dalej. Jedziemy, jedziemy, jedziemy. Po 3h dojechaliśmy do miasta! Miało być 1,5h… I potem kolejny problem: gdzie jest nasza kwatera? Kierowca powiedział, że jeździ już za długo i albo dopłacamy kolejne 500 rupii, czyli w sumie 2 tysiące, albo dalej już nie jedzie. Tak jakby to była nasza wina, że on nie może trafić… Zmęczeni i zrezygnowani zgodziliśmy się, żeby za dodatkową opłatą jechał dalej. Później nie mogliśmy sobie darować naszej głupoty, ale co się stało to się stało. Zarezerwowaliśmy nocleg w Ocean Blue House – był to dom rodziny, która wynajmowała u siebie cztery pokoje. Jako, że nie był to hotel ani jakiś popularny resort, to błądziliśmy kolejne 1,5h. Po 5h dojechaliśmy na miejsce! Juhuu! A kierowca wyciągnął jeszcze rękę po napiwek. Zażyczył sobie 200 rupii. To już było przegięcie! Zgadnijcie, co na to Michał? Dostał kierowca napiwek, czy nie? 🙂

P.S. Swoją drogą, gdzie nie pójdziemy zjeść, wszędzie doliczają 10% opłaty za obsługę i oczekują jeszcze dodatkowego napiwku… Mam nadzieję, że jest tak tylko w tych miejscach, w których do tej pory byliśmy, a nie na całej Sri Lance :).