Na tajskim etacie?

Tajlandia

Poszukiwania pracy jako nauczyciel w tajskim przedszkolu lub szkole na Koh Phangan okazały się małym sukcesem. Znalazłam w końcu pracę w państwowej szkole podstawowej. Natknęliśmy się na nią całkiem przypadkiem, podczas zwiedzania wyspy. Czyżby przeznaczenie ;)? Objechaliśmy wszystkie szkoły i przedszkola (jak się później okazało prawie wszystkie) z tym samym skutkiem – albo nie ma pracy (jak to powiedziała jedna z dyrektorek:  „No money, no English!”) albo propozycja pracy w ramach wolontariatu albo praca na mojej aktualnej wizie, czyli turystycznej. Krótko mówiąc, praca bez odpowiedniej wizy (non immigrant B) i oficjalnego rządowego pozwolenia na pracę (work permit) wiąże się z grzywną, deportacją lub więzieniem. Po doświadczeniach w tajskim przedszkolu na wyspie Koh Samui i obietnicach o kontrakcie, którego nigdy nie zobaczyłam, zależało mi na tym, żeby znaleźć normalną pracę, gdzie nie będę się martwić o to, czy przypadkiem ktoś się nie zainteresuje, jaką mam wizę w paszporcie. Czy mi się to udało, okaże się w poniedziałek.

IMG_2771

A czemu znalezienie wyżej wspomnianej pracy określiłam jako mały sukces?

Po pierwsze, poniedziałkowego podpisania kontraktu nie byłabym taka pewna, bo w tym dniu przypada święto państwowe, jakim są urodziny Królowej Tajlandii. Może się okazać, że wszystko przeciągnie się w czasie, bo Tajowie w święta nie pracują. A tak na marginesie, to mają oni w kalendarzu tyle świąt i dni wolnych, że nie wszystkie jeszcze ogarniam. Świętują chyba wszystkie okazje, jakie można.

Po drugie, nie raz słyszałam już zapewnienia o otrzymaniu wizy, pozwolenia na pracę  i skończyło się tylko na pustym gadaniu albo unikaniu mnie na korytarzu. Dopóki nie będę miała w paszporcie wizy na rok i wszystkich innych dokumentów potrzebnych do bycia legalnym nauczycielem, to nie uwierzę już  żadnej „przekonywującej” Tajce. Tajowi też nie. I tyle. A jak już będę miała wszystko, co potrzeba to dopiero powiem, że to mój duży sukces. Bo wygrana z tajską biurokracją to naprawdę spory sukces ;).

IMG_2743

A już jutro zmierzymy się z nią, ale trochę w mniejszym stopniu. Nasza dwumiesięczna wiza traci ważność i musimy popłynąć na wyspę obok do biura imigracyjnego po stempel, żeby móc zostać w Tajlandii 30 dni dłużej. Stempelek ten kosztuje 1900 baht za osobę. Do tego trzeba zrobić jakieś kopie dokumentów i dołączyć zdjęcie paszportowe. Cuda wianki za trochę więcej atramentu w paszporcie. Niestety, zachciało nam się mieszkać w raju, to musimy raz na jakiś czas zmierzyć się z tymi beznadziejnymi formalnościami.