Jak Kuala Lumpur, to Batu Caves

Malezja

W stolicy Malezji spędziliśmy cztery dni i myślę, że to wystarczający czas na zwiedzenie najważniejszych rzeczy w mieście. Tak, na zwiedzanie tyle starczy, ale na głębsze wniknięcie i dokładniejsze przyjrzenie się temu, co otacza dookoła, lokalnej kulturze to stanowczo za mało. Kuala Lumpur jest miastem, do którego bardzo chętnie wrócimy, żeby zobaczyć to, czego nie udało nam się przez te kilka dni. Sama się dziwię, że to piszę, bo miłośniczką wielkich miast nie jestem. Wolę te mniejsze, gdzie nie ma takiego pędu i zgiełku, a KL, jako stolica, na pewno do małych miasteczek nie należy. Skąd ta sympatia? Trudno powiedzieć. W niektórych miejscach po prostu wyczuwa się coś takiego pozytywnego, co bardzo przyciąga i nie przeszkadzają rzeczy, które pewnie w innym miejscu, by odrzucały (w moim przypadku zgiełk wszędzie jadących i trąbiących na siebie samochodów i motocykli lub tłum biegnący na pociąg, czy do metra). To musi być po prostu przyjazne miejsce, w którym się człowiek dobrze czuje. I tyle. I takie właśnie odczucie mam po wizycie w Kuala Lumpur.

IMG_3494

Podczas podróży to z reguły na mnie spada planowanie wszelkich wycieczek co, nie ukrywam, sprawia mi dużą przyjemność i satysfakcję. Czytam, szperam, rezerwuję, zaznaczam warte zobaczenia punkty na mapie, szacuję koszty, czas, robię plan awaryjny itp. itd. Zawsze lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Przynajmniej w teorii. I nie, nie chodzi tu o brak konsekwencji :). O ile w codziennych, czy zawodowych sprawach zwykle to się sprawdza i jest sporym atutem, tak podczas podróży nagłe zmiany planu to standard i należą zwykle do najciekawszych części dnia. „Bo jak nie teraz, to kiedy? Przecież to, co było zaplanowane można zrobić innego dnia”. Tak wygląda teraz nasz prawie każdy dzień.

Jednym z takich nieplanowanych punktów wycieczki po Kuala Lumpur, było duże wapienne wzgórze wypełnione pięknymi jaskiniami – Batu Caves. W nich znajduje się święta hinduska świątynia, jedna z najbardziej popularnych, wśród tych znajdujących się poza Indiami. Wstępu do niej pilnuje olbrzymi posąg hinduskiego bóstwa Muruga, a żeby dotrzeć do środka mamy do pokonania 272 stromych schodków. Wejścia nie ułatwiają małpy, które są wszędzie i trzeba uważać na wszystko, co się ma ze sobą, bo potrafią zwinnie podejść i zabrać torebkę, czy okulary. Trzeba mieć oczy wokół głowy :). Jeśli ma się szczęście, zwiedzając jaskinie można natrafić na hinduskie święto i uczestniczyć (biernie bądź czynnie) w hinduskich rytuałach.

IMG_3549

IMG_3550

IMG_3555

IMG_3580

Jak tam dojechać? Jako, że Batu Caves znajdują się kilkanaście kilometrów od Kuala Lumpur, najszybciej i najtaniej dojechać pociągiem KTM z dworca KL Sentral do stacji Batu Caves (bilet w jedną stronę między 1 a 2 zł – nie pamiętam dokładnie). Czas podróży to ok. 30 minut.

Podczas jazdy malezyjskimi liniami kolejowymi można dostrzec wpływ islamu, który jest dominującą religią w kraju. Każdy pociąg ma kilka wagonów przeznaczonych tylko dla kobiet. Obowiązuje też zakaz okazywania publicznie uczuć i żucia gumy :).

IMG_3542

IMG_3594

Jeśli zostajecie w Kuala Lumpur więcej niż dwa dni, warto „wcisnąć” do swojego programu Batu Caves. Wycieczka nie zajmie długo (z dojazdem nie więcej niż 3 godziny), a ogrom posągu hinduskiego bóstwa i klimat wewnątrz jaskiń pozostawią po sobie miłe wspomnienie.