Dobre słowo o tajskiej biurokracji

Tajlandia

Żeby nie było, że jest taka fatalna. Dobrze – jest – ale dzisiaj była dla mnie łaskawa. Po kilkumiesięcznym użeraniu się z tajskimi urzędami w końcu udało mi się uzyskać pozwolenie o pracę! Otrzymałam piękną niebieską książeczkę, która umożliwia mi pobyt i legalną pracę w Tajlandii przez rok. Nie muszę już kombinować z tzw. visa run (wyjechanie poza granicę kraju tylko po to, żeby otrzymać nową wizę i tak w kółko Macieju). Warto było trochę poczekać! A ile plusów dzięki temu! Nie dość, że tajskie urzędasy zrobiły mi taki trening cierpliwości i wytrwałości,  że jestem o niebo spokojniejszym człowiekiem, to dzięki work permit mogę otworzyć konto bankowe w tutejszym banku (jest mi niezbędne do wypłacania pensji z pracy, bo tu królują czeki), czy kupić skuter na swoje nazwisko. Jest postęp! No i w końcu mogę legalnie pracować w szkole.

Na Koh Phangan zaczęłam pracować w sierpniu. Minęły prawie cztery miesiące zanim doprowadziłam do końca wszystkie formalności wizowo – pozwoleniowe. Oczywiście  można to załatwić w tydzień, dwa, ale po co. Przecież jest czas. Tak tak, Tajowie mają na wszystko czas, niczym się nie przejmują i nie widzą problemu jeśli coś poczeka kilka czy kilkadziesiąt dni – „mai pen rai!”. To często słyszany zwrot, który znaczy tyle, że nie warto się przejmować, nic się nie dzieje, nie stało – ogółem pełen luzik. A jaki jest klucz do sukcesu, żeby dogadać się z Tajem jak jesteś mega wkurzony i nie masz ochoty być w tej chwili „na luzie”? Uśmiechaj się!

Jesteś szczęśliwy? Uśmiechaj się. Jesteś smutny? Uśmiechaj się. Masz ochotę rzucać talerzami? Uśmiechaj się. Dziewczyna Cię zdradziła? Mai pen rai! I po co te nerwy? Wszystko można załatwić uśmiechem. Brzmi cudownie, prawda? Gorzej jak faktycznie chcesz coś załatwić np. kupić bilet. Masz mało czasu, zaraz Ci odjedzie autobus, wchodzisz do biura i musisz najpierw obudzić Panią Tereskę, bo w najlepsze sobie śpi, a zanim się przebudzi i usiądzie do biurka widzisz uciekający sprzed nosa autobus. No tak, Twoja wina, mogłeś to zrobić odpowiednio wcześniej – licz się z konsekwencjami :).

Tak czy siak, zdecydowanie lepiej się czuję widząc mających na wszystko czas uśmiechniętych ludzi niż tych wiecznie się spieszących, marudzących i narzekających na swój beznadziejny los.