Bangkok po raz drugi!

Tajlandia

Pierwszy raz był na początku kwietnia. Rany, jak ten czas leci! To wielkie, głośne, przytłaczające miasto na pierwszy rzut oka tak nas przerosło, że chcieliśmy jak najszybciej z niego wyjechać. Najlepiej gdzieś w zaciszne miejsce – takie, jakie zawsze kojarzyliśmy sobie z Tajlandią. A dzisiaj? Od kilku dni wracamy do miejsc, w których rozpoczęliśmy swoją przygodę  z Azją. Jak się okazuje pierwsze wrażenie potrafi zmylić. Z chęcią zostalibyśmy tu trochę dłużej.

???????????????????????????????

Tajskie uliczne jedzenie w Bangkoku nas pochłonęło, a za pierwszym razem byliśmy bardzo ostrożni w próbowaniu większości potraw. Teraz zajadamy się, aż się uszy trzęsą. Jedzenie prosto z wózka smakuje dużo lepiej niż to w restauracji. Ceny też są nieporównywalnie niższe.

???????????????????????????????

Zatrzymaliśmy się na Khao San Road, najpopularniejszej ulicy dla turystów z całego świata. Wcześniej nawet nie myśleliśmy o hostelu w takim miejscu (bo za głośno, za dużo ludzi, za mało „tajskości”, za bardzo turystycznie itp. itd.). Jak to wszystko się zmienia!

Spotkaliśmy się z opiniami, że na Khao San jest więcej turystów niż Tajów, nie ma tajskiego jedzenia, są same knajpy na wzór europejskich i amerykańskich fast foodów albo innych stekopodobnych restauracji, pełno naciągaczy, badziewia w sklepikach przy ulicy i wszędzie zalatuje tandetą. Krótko mówiąc nie warto tam jechać. Za pierwszym razem ta okolica faktycznie nie zrobiła na nas dobrego wrażenia, ale może to przez to, że ogólnie byliśmy jakoś zniechęceni do Bangkoku i mieliśmy go dość :). Nie zmienia to faktu, że zasłyszane opinie mogą być po części uzasadnione, na przykład, te o naganiaczach na ulicy, czy tych wszystkich tandetnych rzeczach w sklepach, które jak zebrać wszystkie do kupy przypominają turecki bazar. To prawda. Turystów też jest dużo, ale na pewno nie więcej niż Tajów. Od czasu nakręcenia tu fragmentów „Niebiańskiej plaży” Khao San cieszy się wyjątkową popularnością wśród turystów, w szczególności bacpakerów. Nie ma się co dziwić, że jest głośno. Jeśli komuś to przeszkadza to nie musi wynajmować pokoju w hostelu przy samej ulicy.

???????????????????????????????

???????????????????????????????

???????????????????????????????

Można spokojnie powiedzieć, że Khao San to nie tylko jedna ulica – odchodzi od niej sporo bocznych uliczek, w których można zjeść prawdziwe pyszne tajskie jedzenie czy spotkać grupki Tajów siedzących i grających w warcaby kapslami od piwa. Trzeba po prostu pójść kawałek dalej, a nie ograniczyć się do jednej ulicy i marudzić. A okolica Khao San Road jest warta lepszego poznania. Jeśli ktoś przyjeżdża, siada w knajpie z hamburgerami czy stekami i marudzi, że nigdzie nie ma tego słynnego tajskiego jedzenia, to niech zerknie kawałek dalej – po drodze, czy na rogu ulicy na pewno będzie na niego czekało pełno wózków z tajskimi specjałami. Daję słowo!

???????????????????????????????

???????????????????????????????

Do Bangkoku przyjechaliśmy głównie po kolejny papierek potrzebny do wyrobienia mojego pozwolenia o pracę i na test TOIECa. Okazało się, że niestety bez niego albo TEFLa nie uzyskam work permit dla nauczycieli pomimo, że szkoła go nie wymaga i do tej pory nie był mi potrzebny. Niestety nie dało się tego obejść i musieliśmy przyjechać do Bangkoku, z czego teraz bardzo się cieszę. Warto było odwiedzić stolicę Tajlandii po raz drugi. Chyba pierwszy raz napiszę, że załatwianie tajskiej biurokracji bywa czasem przyjemne :).